Coś więcej niż odprężenie

rela1

W ludzkiej czaszce ma swój początek aż dwanaście par nerwów                           (pozostałe wychodzą z rdzenia kręgowego).

Przede wszystkim odpowiadają one za to, co dzieje się z twarzą i szyją, ale dziesiąty nerw czaszkowy sięga dużo dalej. Jest to tak zwany nerw błędny, który ma znacznie większy wpływ na Twoje ciało i umysł niż mógłbyś przypuszczać.

Odprężające nerwy

Funkcje nerwowe, które pomagają ciału się rozluźnić i spowolnić rytm, nazywane są w nomenklaturze medycznej układem przywspółczulnym, w odróżnieniu od układu współczulnego, który z kolei przygotowuje organizm do aktywności fizycznej lub intelektualnej.

Działa to w następujący sposób: Twoje ciało odczuwa czasem potrzebę natychmiastowej ucieczki lub obrony. W takich sytuacjach krew odpływa z organów pełniących funkcje, które nie są w danym momencie niezbędne do przetrwania, np. z żołądka, i przepływa do pracujących na pełnych obrotach serca, mięśni i mózgu.

Reakcją tą steruje układ współczulny. Uwalnia on do organizmu substancję chemiczną aktywującą nerwy współczulne (tzw. neuroprzekaźnik): adrenalinę.

Im wyższy poziom adrenaliny, tym bardziej jesteś czujny i gotowy do działania.

Gdy mija zagrożenie lub ustaje wysiłek i na nowo zostają podjęte normalne funkcje organizmu, ponownie uruchamia się układ przywspółczulny. Uspokaja on pracę serca, spowalnia oddychanie, z powrotem przekierowuje krew do układu trawiennego. Nerwy układu przywspółczulnego aktywuje inna substancja chemiczna (neuroprzekaźnik): acetylocholina.

relaksacja1

Głównym nerwem układu przywspółczulnego jest wspomniany przeze mnie wcześniej nerw błędny. Umożliwia on rozluźnienie ciała, spowalnia rytm serca, reguluje funkcje trawienne i sen.

Gdy nerw błędny jest nadmiernie pobudzony, rozluźniamy się do tego stopnia, że nawet możemy zemdleć. Jest to tak zwane omdlenie wazowagalne, czyli zwykła – na ogół niegroźna utrata przytomności.

Nie wdając się jednak w dalsze rozważania o tak rzadkich skutkach pobudzenia nerwu błędnego, spróbuję Ci za chwilę pokazać, że jego rozsądna stymulacja może przynieść wiele korzyści.

relaksacyjne

Coś więcej niż odprężenie

A zatem nerw błędny pomaga odprężyć się po wysiłku, poprawia trawienie, a nawet ułatwia sen.

Jednak jego działanie na tym się nie kończy.

Ze względu na to, że 80% komórek układu odpornościowego znajduje się w jelitach, pobudzanie nerwu błędnego poprawia Twoje funkcje immunologiczne i działa przeciwzapalnie.

Stymulacja nerwu błędnego wspomaga również odchudzanie, ponieważ daje uczucie sytości, zmniejszając tym samym pokusę sięgania po jedzenie w poszukiwaniu przyjemności, pocieszenia czy sposobu na stres lub niepokój.

Doświadczalnie wykazano wreszcie – choć naukowcy nie potrafią jeszcze tego dokładnie wyjaśnić – że sztuczne pobudzanie nerwu błędnego pomaga wychodzić z depresji osobom, które nie zareagowały na inne formy leczenia.

Ale uwaga: sztuczna stymulacja nerwu błędnego, czyli na przykład wszczepienie rozrusznika serca, powoduje również poważne działania niepożądane i należy tego unikać1.

relax-man

Jak stymulować nerw błędny w sposób naturalny?

Standardowo stymulacja nerwu błędnego polega na zabiegu chirurgicznym i wszczepieniu urządzenia przypominającego rozrusznik serca. Chociaż jest to skuteczne, jednak wiąże się z ryzykiem, dlatego lepiej pobudzać nerw błędny bez ingerencji chirurgicznej.

Lekarze znają wiele tak zwanych manewrów wagalnych, czyli czynności pobudzających nerw błędny, które stosuje się u pacjentów z przyspieszoną akcją serca (tachykardią) lub nadciśnieniem. Do czynności tych należą:

* wstrzymanie oddechu,
* położenie na twarzy mokrego i zimnego kompresu,
* silne uciśnięcie oczu (ucisk na gałki oczne),
* wypicie duszkiem szklanki zimnej wody,
* położenie się na pochyłej powierzchni głową w dół (pozycja Trendelenburga),
* napięcie mięśni brzucha jakbyśmy mieli otrzymać w niego cios.

Najlepszym sposobem na pobudzenie nerwu błędnego, jednocześnie utleniającym krew, są długie i głębokie wdechy z wydęciem brzucha.

Taki nawyk może Ci także pomóc oprzeć się pokusie, gdy nachodzi Cię wilczy apetyt.

relaksacja

Źródła: http://bjp.rcpsych.org/content/189/3/282.full  Jean-Marc Dupuis/Poczta Zdrowia

Emocje a choroby

 

 

asermaska

Zdrowe odżywianie, aktywny tryb życia i unikanie używek na nic się zdadzą, jeśli w kontaktach z ludźmi będziemy agresywni. Wrogość jest cechą najsilniej predysponującą do zapadania na choroby układu krążenia, ale także na łuszczycę czy wrzody – donoszą naukowcy zajmujący się psychoneuroimmunologią, czyli nauką badającą powiązania między czynnikami psychologicznymi i społecznymi a działaniem układu odpornościowego i nerwowego.

Postęp medycyny spowodował, że dziś głównymi przyczynami zgonów nie są już choroby wywołane wirusami czy bakteriami, ale zawały, udary i nowotwory, czyli schorzenia, w których powstawaniu, przebiegu i leczeniu psychika odgrywa wyjątkowo dużą rolę. Powiązania między ciałem a psychiką badał już Hipokrates, który wyróżnił w organizmie cztery podstawowe soki (tzw. humory): krew, żółć, śluz i czarną żółć, a przyczyn choroby upatrywał w zaburzeniu równowagi między nimi. Temperament człowieka miał wynikać z przewagi jednego z elementów: sangwinicy mieli przewagę krwi, cholerycy – żółci, flegmatycy – śluzu, a melancholicy – czarnej żółci.

Bardziej współczesne badania nad związkami zachowania ze stanem zdrowia pozwoliły wyodrębnić osobowość typu A, charakteryzującą się skłonnością do współzawodnictwa, agresywnością i niecierpliwością. Udowodniono, że osobowość typu A jest jednym z ważnych czynników ryzyka wystąpienia chorób serca.

aser

Kłótnia albo rak

Bardziej szczegółowe badania pozwoliły ustalić, że kluczowy czynnik sprzyjający chorobom układu krążenia to wrogość (osobowość typu H, od angielskiego hostility) – cyniczny stosunek do ludzi i świata, wrogie relacje z innymi, negatywne przekonania o innych i oczekiwanie nieprzyjemnych wydarzeń. Osoby nastawione wrogo łatwo rozpoznać w codziennym życiu: to ci, którzy awanturują się w kolejkach i najeżdżają nam na zderzak, jeśli uznają, że zajechaliśmy im drogę. Takie zachowania mają znacznie poważniejsze konsekwencje niż napięcie emocjonalne czy nieprzyjemna atmosfera – zachowujące się tak osoby są obciążone o 50-75 proc. większym niż inni ryzykiem rozwoju choroby wieńcowej – wykazały badania Pauli Williams z Wydziału Psychologii University of Utah. Niestety druga skrajna postawa – ugodowość też nie jest sposobem na zdrowie. Nadmierna łagodność, wypieranie nieprzyjemnych emocji (aby nie sprawić innym przykrości) jest ważnym czynnikiem chorób nowotworowych – dowiodły tego m.in. badania przeprowadzone przez Lydię Temoshok z University of Maryland School of Medicine w Baltimore. Niektóre osoby tak bardzo boją się kłótni i problemów, że rozwijają tak zwaną osobowość represyjną (wypierającą). Unikają myśli i sytuacji, które mogą prowadzić do spięć i nieprzyjemnych doświadczeń. Nie powoduje to jednak, że emocje, które pojawiają się w codziennym życiu, magicznie wyparowują. U osób ze skłonnościami do represji obserwuje się znaczne wahania ciśnienia tętniczego krwi (zwłaszcza w stresie) – wykazali Daniel A. Weinberger i Martin N. Davidson w badaniach, których wyniki opublikowali na łamach „Journal of Abnormal Psychology”. Sandra M. Levy udowodniła z kolei, że u osób represyjnych zostaje zaburzone działanie głównej grupy komórek układu odpornościowego – natural killers.

Zdrowiu szkodzi też neurotyczność. Nie tylko przyczynia się do powstawania chorób, ale także wpływa na ich przebieg. Nawet HIV rozwija się znacznie szybciej u pacjentów intensywnie doświadczających wielu negatywnych emocji niż u tych mniej nerwowych – wykazały badania prof. Jeannette R. Ickovics z Yale University. Takiej samej zależności dowiedziono w przypadku chorób nerek.

Poważnym zagrożeniem dla zdrowia jest aleksytymia, czyli problemy z rozpoznawaniem uczuć, brak zdolności do marzeń, unikanie poszukiwania wsparcia. Niezdolność do rozpoznawania emocji uniemożliwia rozładowanie napięcia. W skrajnych przypadkach pobudzenie emocjonalne aleksytymicy rozpoznają jako napięcie fizjologiczne – przyspieszone bicie serca wywołane widokiem pięknej dziewczyny przypisują np. zmęczeniu. Aleksytymicy mają skłonność do zapadania na choroby układu oddechowego. Badania prof. Katarzyny Schier z Uniwersytetu Warszawskiego wykazały, że również astmatycy mają trudności w rozróżnianiu i nazywaniu emocji. Prof. Tomasz Maruszewski dowiódł z kolei, że osoby z chorobą niedokrwienną serca cechują się ubóstwem wyobrażeń, a pacjentom z chorobą wrzodową problemy sprawia rozpoznawanie własnych stanów emocjonalnych. Ponieważ aleksytymicy przypisują pobudzenie emocjonalne zmianom fizjologicznym, dodatkowo stresują się, szukając chorobowych przyczyn swych doświadczeń.

Temperament sprzyjający zdrowiu jest różny dla kobiet i mężczyzn. Reaktywność emocjonalna, czyli skłonność do intensywnego reagowania na bodźce emocjonalne, i aktywność, czyli tendencja do angażowania się w zachowania silnie stymulujące emocjonalnie, to cechy odróżniające mężczyzn z chorobą wieńcową od zdrowych – wykazały badania prowadzone pod kierunkiem prof. Jana Strelaua. Odwrotną zależność Strelau zdiagnozował u kobiet z nowotworem piersi – reaktywne i aktywne panie zapadały na raka piersi znacznie rzadziej niż te powściągliwe w wyrażaniu uczuć.

asertywnosc

Przyjaciel na receptę

Wrogość, neurotyzm, unikanie kontaktów z ludźmi być może nie powodowałyby tak dramatycznych skutków, gdyby nie społeczne konsekwencje, które ze sobą pociągają. „Osoby które się wycofują, nie poproszą o wsparcie, a także osoby wrogie, które swą postawą zniechęcają innych do kontaktu, zmniejszają prawdopodobieństwo otrzymania wsparcia. A z badań wynika, że wsparcie społeczne jest jednym z najważniejszych elementów zdrowia” – mówi Joanna Bylinka z Uniwersytetu Warszawskiego, badająca aspekty chorób psychosomatycznych i somatopsychicznych. „Brak towarzystwa, nagła utrata miłości oraz chroniczna samotność w znacznym stopniu przyczyniają się do powstawania poważnych chorób (łącznie z chorobą wieńcową) i przedwczesnej śmierci” – pisze James J. Lynch w książce „The Broken Heart: The Medical Consequences of Loneliness”. O tym, jak ważne jest wsparcie społeczne, przekonują badania 1300 pacjentów z chorobą wieńcową, przeprowadzone pod kierunkiem Redforda Williamsa i opublikowane na łamach „Journal of the American Medical Association”. Okazało się, że ryzyko śmierci w ciągu pięciu lat od zawału u osób samotnych jest trzykrotnie większe niż u osób pozostających w stałych związkach. Związek nie powinien być „związkiem na odległość”, bo osoby mieszkające samotnie są o 50 proc. bardziej narażone na powtórne wystąpienie zawału nawet w ciągu pół roku od pierwszego incydentu.
Większość chorób związanych z doświadczeniem przykrych emocji i negatywnymi postawami rozwija się latami. Psychika potrafi jednak zadziałać na organizm także gwałtownie. W czasie wojny zdarzało się, że ludzie ustawieni do rozstrzelania padali martwi, choć wypalono do nich ślepymi nabojami. Walter Radford Cannon, uznawany za ojca psychosomatyki, w 1942 r. opisał fenomen nazwany śmiercią voodoo, obserwowany u plemion, w których rola wiary była bardzo silna. Wykluczenie ze społeczności przez szamana i klątwa doprowadzają do śmierci odtrąconej osoby, choć nie występują u niej wyraźne zmiany chorobowe, które mogłyby wywołać zgon. Cannon twierdzi, że te nagłe reakcje są napędzane silnym lękiem odtrąconej osoby. Także psycholog Martin Seligman, badający poczucie bezradności wobec losu, odnalazł i opisał liczne przykłady osób (między innymi więźniów wojennych i sierot), u których śmierć następowała jedynie w wyniku głębokiej rozpaczy i braku nadziei na poprawę losu.

ASER5

To nie tak jak myślisz

Na szczęście, równie szybko możemy pozytywnie wpłynąć umysłem na ciało. Gdy nocujemy sami w pustym domu na odludziu i nagle słyszymy, że ktoś wchodzi, poziom hormonów stresu może się gwałtownie podnieść. Żaden lek nie zmniejszy niebezpiecznego stężenia tych substancji tak szybko jak rozpoznanie, że nieoczekiwany gość to nasz najbliższy przyjaciel. Właśnie tę moc umysłu powinniśmy zaprząc do walki o zdrowie – codziennym wydarzeniom należy nadawać odpowiednie, pozytywne znaczenie: kolejka na poczcie to świetna okazja do zaplanowania, jak najprzyjemniej spędzić nadchodzący weekend, osoba zajeżdżająca nam drogę spieszy się z ważnego powodu, koleżanka spojrzała na nas krzywo, bo pewnie boli ją ząb. Takie interpretacje mogą być równie prawdziwe lub fałszywe jak negatywne wnioski o tych wydarzeniach. Jedyne, na co mamy wpływ, to wybór interpretacji. Ten wybór nie zmieni sytuacji, ale wpłynie na nasze zdrowie.

Nierzadko zdarza się, że siła przekonań obraca się przeciwko nam. „Wyjaśnił to na szkoleniu z zakresu terapii Simontona dr Mariusz Wilga, porównując świat ludzi ze światem zwierząt. Kiedy zwierzęciu jest zimno czy niewygodnie, przeniesie się w ciepłe, komfortowe miejsce. Człowiek w takiej sytuacji zaczyna myśleć: może to minie, może coś się zmieni. Takie przekonania zatrzymują nas w tym, co nam szkodzi. Dlatego warto przyglądać się swoim przekonaniom, by te, które nam nie służą, zastąpić takimi, które będą dla nas zdrowsze” – mówi Joanna Bylinka.

Taka zmiana przekonań jest jednym z celów terapii Simontona stosowanej u pacjentów onkologicznych i ich rodzin. Carl Simonton, onkolog – radioterapeuta i pionier psychoonkologii, w latach 60. uczestniczył w nowym programie radioterapeutycznym. Niestety, pacjenci nie wykazywali chęci współpracy. Simonton ustalił, że ta postawa wynikała z poczucia beznadziei chorych. Aby temu zaradzić, postanowił wykorzystać wyobraźnię do pobudzenia motywacji pacjentów. Rezultaty były oszałamiające – nowotwór złośliwy u chorego z zaawansowanym rakiem krtani szybko się cofnął, a w dodatku pacjent nie doświadczał żadnych skutków ubocznych naświetlań. Od tamtej pory terapia Simontona została znacznie rozwinięta – obejmuje pracę nad zmianą przekonań, relaksację, rozwijanie umiejętności sięgania po wsparcie bliskich, aktywność fizyczną. To pierwszy program psychoterapeutyczny, który w badaniach naukowych wykazał, że uzupełnienie konwencjonalnego leczenia psychoterapią przeciętnie dwukrotnie zwiększa długość przeżycia chorych i znacznie poprawia jego jakość.

AS

Skąpcy i utracjusze

Salvatore R. Maddi, profesor psychologii na Harvard University, po kilkudziesięciu latach badań nad związkami osobowości ze zdrowiem stworzył koncepcję prozdrowotnej „twardości” (hardiness). Aby unikać chorób, warto się angażować w to, czego doświadczamy, organizować dzień tak, aby jak najwięcej czasu przeznaczyć na zajęcia sprawiające nam przyjemność i zadbać o równowagę między pracą a odpoczynkiem. „Ważnym elementem dbania o zdrowie jest wzbudzanie na co dzień pozytywnych emocji. Zajmujmy się tym co sprawia nam radość. Są osoby, które robią to tak rzadko, że nawet nie przychodzi im do głowy, co miłego mogłyby dla siebie zrobić” – mówi Bylinka. Zdrowiu sprzyja także poczucie wpływu na własne życie – choć nie kontrolujemy wszystkiego, co się dzieje, to możemy wpływać na to, jak wygląda nasz prywatny świat. Taka postawa nie tylko zwiększa poczucie bezpieczeństwa i spokoju, ale także motywuje do podejmowania sprzyjających zdrowiu wysiłków: regularnego uprawiania sportu, przestrzegania zdrowej diety czy systematycznego oglądania komedii. Śmiech wywołany dobrym żartem obniża ciśnienie krwi, poprawia pamięć i zwiększa aktywność układu immunologicznego. W przerwach między komediami warto zaplanować czas na medytację, w czasie której organizm zwiększa wydzielanie telomerazy, enzymu naprawiającego chromosomy, a więc odwracającego proces starzenia się i umierania komórek. Głęboki relaks osiągany w czasie medytacji to jeden z najlepszych sposobów na dostarczenie sobie naturalnego zastrzyku z koktajlu młodości – dowiedli naukowcy z University of California.

Trzeba jednak pamiętać, by zmiany wprowadzać powoli, bo każda z nich wywołuje… szkodliwy stres. Duża zmiana przyzwyczajeń związanych z jedzeniem to aż 35 punktów w polskiej wersji skali stresu Holmesa i Rahe, duża zmiana nawyków związanych z odpoczynkiem to 39 punktów, a zmiana stylu życia – 38 punktów (najwięcej, 97 punktów, powoduje śmierć dziecka). Chyba że jak Robert Louis Stevenson uważamy, że lepiej roztrwonić zdrowie jak utracjusz, niż przemarnować jak skąpiec.”

AS1

Osobowość nowotworowa

Ukrywanie negatywnych emocji, pasywność, cierpliwość, ugodowość, konformizm to niektóre cechy osobowości typu C, zwanej osobowością nowotworową. Psycholog Hans Jurgen Eysenck twierdzi, że elementy osobowości typu C najsilniej predysponujące do raka to poczucie bezradności i skłonność do wypierania emocji. Hans Joachim Baltrusch, niemiecki lekarz, także twierdzi, że ważny element w rozwoju nowotworu to tłumienie emocji, zwłaszcza przykrych. „To z kolei prowadzi do załamania się potencjałów odpornościowych, braku wiary we własne możliwości, rozwoju poczucia bezradności, beznadziejności czy pesymizmu życiowego i utraty woli życia” – piszą Nina Ogińska-Bulik i Zygfryd Juczyński w książce „Osobowość – stres a zdrowie”. W badaniach na szczurach (dlaczego nawet to muszą sprawdzać na zwierzętach) wykazano, że wyuczona bezradność istotnie zwiększa liczbę komórek nowotworowych.

Podobne wyniki przyniosły badania rozpoczęte w Crvence w dawnej Jugosławii i kontynuowane w Heidelbergu w Niemczech. Cechy charakteru uczestników badania były wskazywane przez samego ochotnika, jedną z jego bliskich osób i naukowca prowadzącego badania. Po kilkunastu latach ustalono, że osoby najbardziej podatne na nowotwory mają poczucie, że doświadczyły straty, są zależne od innych, przejawiają bezradność lub depresję.

Choć w leczeniu nowotworów coraz częściej korzystamy z postępu genetyki, to badania pokazują, że za rozwój tej choroby odpowiadają w dużym stopniu czynniki psychospołeczne. Badania przeprowadzone wśród adoptowanych osób, których adopcyjni rodzice zachorowali na raka przed 50. rokiem życia, wykazały, że te dzieci były bardziej narażone na nowotwór niż inne. „Powodem zwiększonego ryzyka choroby nie były w tym wypadku geny, ale wychowanie: te dzieci przejęły styl życia zwiększający ryzyko nowotworu. Istnieniu obciążeń genetycznych nie można zaprzeczyć, ale decydujące często okazują się czynniki behawioralne, np. dieta. To świetna informacja, bo o stylu życia decydujemy sami i w każdej chwili możemy go zmienić na zdrowszy” – tłumaczy Joanna Bylinka.

aseręka

źródło :Monika Maciejewska „Chorzy z emocji” Focus 14.03.2011r.

 

 

Ciało obce w nosie: zanim pojedziesz na ostry dyżur, spróbuj tego sposobu

pierwsza-pomoc-medyczna-zestaw-ikon_55-292934176

Szanowny Czytelniku,

klocek Lego, skuwka od długopisu, koralik – jeśli chodzi o wkładanie sobie przedmiotów do nosa, wyobraźnia dziecka nie zna granic…

A jeśli obiekt utknie głęboko – jesteś bezradny. Dziecko zwykle nie ma dość siły, by energicznie wypuścić powietrze nosem i wydmuchać przedmiot. Co wtedy zrobić?

Udać się na ostry dyżur i przez wiele długich godzin w obskurnej poczekalni czekać na swoją kolej? To i tak nie koniec traumatycznych przeżyć. Dziecko czeka przecież w szpitalu wyciąganie zguby kleszczami lub pęsetą, które czasami kończy się nawet zabiegiem w znieczuleniu ogólnym.

A narkoza to już nie przelewki: każdego roku we Francji nie budzi się z niej od 600 do 800 pacjentów. A w Polsce (według danych z 1997 r.) na 10 000 przypadków znieczuleń 1,74 kończyło się zgonem lub trwałym kalectwem spowodowanych działaniami anestezjologicznymi1.

Na szczęście, w większości przypadków interwencja medyczna nie jest konieczna.

Metoda stara jak świat, a przy tym skuteczna i bezpieczna

pierwsza

Nasze babcie stosowały bardzo skuteczną metodę usuwania ciał obcych z dziecięcych nosów: „matczyny pocałunek”.

To bardzo proste – wystarczy:
zatkać palcem drożną dziurkę nosa dziecka,
przyłożyć swoje usta do jego ust i
dmuchnąć.

Powietrze, uchodząc przez zatkaną dziurkę, spowoduje jej odblokowanie. (Warto wiedzieć, że wdmuchnięte powietrze wywoła w nozdrzach dziecka odgłos chrapania i łaskotanie, co może spowodować… niekontrolowany wybuch śmiechu).

Jest to sposób bardzo skuteczny. Powszechnie stosowano go jeszcze w latach sześćdziesiątych, później jednak odszedł w niepamięć, ponieważ nasze czasy przyniosły paniczny lęk przed wszystkim, co mogłoby choć w najmniejszym stopniu kojarzyć się z pedofilią.

Kiedyś mamy mogły stosować tę metodę i ani dziecko, ani one same, ani nikt z ich otoczenia nawet by nie pomyślał, że to coś niestosownego. Opowieści o zwyrodnialcach, które dziś słyszymy na każdym kroku, spowodowały, że w relacje dorosłych z dziećmi wkradło się spore zażenowanie, nieomijające nawet rodzin, w których nie ma żadnych niezdrowych skłonności.

Dlatego zalecam pewne środki ostrożności:
„matczyny pocałunek” powinna wykonywać sama matka lub starsza siostra bądź osoba bliska rodzinie, do której mamy całkowite zaufanie;
technikę należy wyjaśnić dziecku, żeby go nie przestraszyć;
jeśli to konieczne, nie bójmy się powtórzyć próby kilka razy.

W artykule na ten temat – opublikowanym w Canadian Medical Association Journal – dr Stéphanie Cook z angielskiego ośrodka Buxted Medical Center pisze: „Matczyny pocałunek wydaje się bezpieczną i skuteczną metodą pierwszej pomocy w przypadku utkwienia ciała obcego w nozdrzu. Ponadto można uniknąć koniecznego w przeciwnym przypadku znieczulenia ogólnego”.

Nie stwierdzono żadnych działań niepożądanych.

A więc, nie ma w tym nic złego!

corazón en las manos

Źródła: Jean-Marc Dupuis/Poczta Zdrowia
1.http://www.slideshare.net/marhaba2000/ocena-bezpieczenstwa-pacjenta-przed-znieczuleniem, slajd nr 9.

WRZESIEŃ -Kalendarz bezpłatnych konsultacji dietetycznych

ROŚ

Firma OLEOFARM w trosce o Państwa zdrowie, odporność i witalność,                           od stycznia 2011 roku wprowadziła cykl porad dietetycznych.                                             Dewizą naszej firmy jest nawiązanie bliskich relacji z naszymi klientami, poprzez otwartość, dostępność i dyspozycyjność naszych dietetyków, którzy w najlepszych aptekach służą Państwu pomocą. Nasi wykwalifikowani dietetycy, razem z Państwem wypełnią ankietę, w której zawarte są pytania dotyczące Państwa stanu zdrowia, nawyków żywieniowych, trybu życia oraz zachowań prozdrowotnych. Dzięki fachowej interpretacji ankiety nasz dietetyk będzie mógł wskazać Państwa prawidłowe i nieprawidłowe zwyczaje dietetyczne oraz opracować indywidualne zalecenia i porady, dostosowane do Państwa potrzeb.

RO

W czasie konsultacji nasz dietetyk rozwiąże wszelkie Państwa wątpliwości dotyczące prawidłowego odżywiania, oraz chętnie odpowie na wszystkie nurtujace Państwa pytania.
Serdecznie zapraszamy wszystkie zainteresowane osoby do skorzystania z bezpłatnych porad dietetycznych w wyznaczonych punktach aptecznych.

10.09.2013r. (wtorek)

APTEKA ESCULAP al. Konstytucji 3 Maja 18
Rawa Mazowiecka
10:00 – 14:00

APTEKA ŚLĄSKA ul. Solidarności 9
Ruda Śląska
10:00-12:00

Apteka MELISA ul. Makuszyńskiego 5a
Ruda Śląska

11.09.2013r. (środa)

APTEKA VERBENA ul. Krakowska 9
Rawa Mazowiecka
10:00 – 14:00

12.09.2013r. (czwartek)

APTEKA MELISA ul. Łużycka 30
Koszalin
10:00 – 12:00
APTEKA ul. Pośrednia 29
Radom
13:00 – 17:00

13.09.2013r. (piątek)

APTEKA ul. Niedziałkowskiego 40
Radom
11:00 – 15:00

ROŚL

 

 

Strach…

strach na wróble

Dziś chciałam Wam powiedzieć o czymś, co nadal jest dla wielu tematem tabu: strach… według mnie – przyczyna naszych niepowodzeń, braku wiary we własne siły i możliwości… A  także realna przeszkoda w procesie zdrowienia.

Gdy wracam pamięcią do chwili gdy usłyszałam diagnozę : rak – przypominam sobie że jego odczuwanie wysunęło się na pierwszy plan i towarzyszyło mi przez długi czas.           Szczerze mówiąc, towarzyszył by mi pewnie do dziś gdyby nie ( wrodzona chyba) przekora i brak zgody na otaczającą rzeczywistość.                                         Rzeczywistość pacjenta polskiej służby zdrowia.

czlowiek-strach

Moja ponad roczna wędrówka po medykach różnej specjalności zakończona we wrześniu 2011r. sugestią pani docent w gliwickiej Klinice – bym poszukała dobrego psychiatry, gdyż „wmawiam sobie chorobę”. Potem raptem po czterech miesiącach w styczniu 2012r. diagnoza rak i retoryczne pytanie pani onkolog : dlaczego tak późno? Oraz sugestia, że może zbyt późno… A przecież miałam wiele objawów, które mogły nasunąć w odpowiednim czasie podejrzenia, że dzieje się coś niedobrego. Towarzyszące mi uczucie ciągłego zmęczenia i ból ręki (nie będący skutkiem uszkodzonego kręgosłupa szyjnego), co prawda były objawami niespecyficznymi, podobnie jak zaciemnienie skóry tworzące charakterystyczny „niby dekold w serek” –   były jednak objawami znanymi przecież nawet studentom medycyny( o czym przekonałam się podczas moich pobytów w Klinice) a zwiodły lekarzy których spotkałam na swej drodze w tamtym czasie. Podobnie jak badanie mammograficzne. Bardzo mnie zabolał zarzut, że zgłaszam się „zbyt późno” – bo szukałam przyczyn swego dziwnego, złego samopoczucia z dużą determinacją. Zrobiłam na własną rękę wiele badań.Pukałam do wielu drzwi… Ale taka jest nasza służba zdrowia. Właściwie ze „służbą” już nie ma wiele wspólnego(choć zdarzają się jeszcze lekarze i pielęgniarki z powołania) powinno się raczej używać terminu: usługi medyczne.                 Nie chcę też Wam opisywać całej tej mojej trudnej drogi przez wszystkie cykle chemioterapii, mękę i ból poparzonego ciała podczas naświetlań.                                     Chcę powiedzieć, że najgorszą rzeczą w tym wszystkim był strach.                          Strach, przed bólem, bezsilnością i śmiercią.

strachprzedśmiercią

Strach, że lekarz który przekazał mi diagnozę ma rację, że jest już za późno.                  Za późno na leczenie. Za późno na wyzdrowienie. Za późno na życie…                            Polski pacjent onkologiczny przeważnie nie ma dostępu do psychoonkologa, nie otrzymuje pomocy psychologicznej. Tak było i ze mną.                                                          A myślę, że szkoda. Mówię to z własnego doświadczenia.                                             Widziałam wiele przez te ostatnie dwa lata.                                                                     Analizując historie różnych ludzi(młodych i starych,z rakiem bardziej i mniej złośliwym,kobiet i mężczyzn) zauważyłam, że pacjenci u których nie było widać lęku … zdrowieli szybciej i „chorowali łagodniej” niż inni…

strach_ma_wielkie_oczy_2

W moim przypadku przełom nastapił również wtedy, gdy sobie to uświadomiłam.               Gdy w swym sercu gorąco zapragnęłam wyzdrowieć. A w głowie „zrobiłam porządek” – wyrzuciłam strach i przestałam  „ślepo wierzyć lekarzom”.                                                    Gdy zdałam sobie sprawę, że każdy z nas jest inny,                                                           że pani doktor nie jest Panem Bogiem, i że może się mylić…                                                A  już na pewno, że nie ma prawa decydować o tym czy wyzdrowieję,                                 o długości mojego życia. Te kwestie nie leżą w jej kompetencjach.                                   O tym wie tylko dobry Bóg. I albo zrobię wszystko, by Mu w tym pomóc,                       albo pozwolę sobie nadal na paraliżujący, odbierający chęć życia strach…                           Od tamtej pory przestałam się bać. I nie są to puste słowa.                                          Wiem, ze kiedyś umrę. Jak każdy.                                                                             Czasami boję się bólu. Jak każdy.                                                                                          Ale już nie jestem bezsilna bo nie pozwalam sobie na to,                                                   by strach grał pierwsze skrzypce, by zdominował moje życie.                                               Żyję z pasją. Cieszę się każdą chwilą.                                                                  Pozwalam sobie też na chwile słabości, na dopieszczanie siebie samej.                            Zwolniłam. Czasem się nawet zatrzymuję i oglądam wstecz. Ale nie na długo.       Szkoda czasu. Trzeba wychodzić naprzeciw Przyszłości.                                              Trzeba być. Tu i Teraz.                                                                                                           Z uśmiechem. Z radością. Z przebaczeniem.                                                                 Tylko Ty decydujesz jakie myśli rodzą się w Twojej głowie,                                     jakie uczucia nosisz w sercu! …                                                                                            Ja już to wiem!                                                                                                                     W mojej głowie i sercu już nie ma miejsca na strach!                                                             Gdy zrozumiałam, że moje życie będzie dopiero prawdziwe bez lęku –                           wszystko stało się łatwiejsze do realizacji.                                                                              …I nawet wyniki laboratoryjne się poprawiły…

strachżycie zaczyna się